wtorek, 25 grudnia 2012

~Wszystkich Nas pochłania mrok. I na Ciebie przyjdzie czas, Mój Przyjacielu...


 Imiona:Lorcan Achilles
Nazwisko: Niegdyś Frobisher, lecz teraz Quilette,bowiem nie uważa się już za członka Rodziny Królewskiej.
Wiek: 27 lat
Ksywy:Chill, Tancerz
Charakter: Wielu uważa, iż charakter Lorcan'a jest mocno skomplikowany. Nigdy nie przewidzisz, co powie lub zrobi. Zazwyczaj jest milczącym Jegomościem, rozsiewającym wokół siebie aurę tajemniczości. Jego małomówność popiera tym, że jeśli masz powiedzieć coś bez sensu, to lepiej jest milczeć. Nikt, prócz Jego zaufanej grupy przyjaciół, nie zna Go całkowicie. Jest zamknięty w sobie, choć zależy to też od towarzystwa, w którym się znajduje. Nie lubi przebywać w tłumie. Odważny, gdy obierze sobie jakiś cel, dąży do niego bez względu na skutki. Niełatwo zdobyć Jego zaufanie, bardzo rzadko zdarza się, gdy mu na kimś naprawdę zależy. Choć wydaje się zimny i nieczuły, nie potrafi patrzeć na cierpienia innych ludzi. Jego pragnieniem jest oczyścić świat z ludzi, którzy nie zważają na krzywdę drugiego. Dlatego też jest Drakonem.  Dla niego zabijanie to nie grzech, lecz czysta sztuka. Uważa, że trzeba mieć do tego talent. Mimo wszystko, gdy zabije jakiegoś człowieka, oddaje mu należytą cześć. Jest bardzo honorowy. Przyjaciele są dla niego wszystkim, dla nich dobrowolnie skazałby się na najcięższe tortury, nawet śmierć. Mówią, że jest przywódcą rebelii. Nie robi sobie z tego nic. Woli działać sam, lub ze swymi przyjaciółmi. Ceni sobie prawdomówność, choć nie możesz mieć pewności, ze Ciebie nie okłamie. Jeżeli zaś to zrobi, musisz wierzyć, że było to dla Twego dobra. Ma silną wolę. Nie cofnie się przed niczym, nawet przed zabiciem swej siostry, jeśli tylko byłaby to konieczność. Gdy jest zdenerwowany, lepiej nie wchodź mu w drogę, bowiem możesz poczuć chłód Jego ostrza na swej skórze. Mimo wszystko, stara się być spokojny i opanowany.

 Wygląd: Achilles nie wyróżnia się specjalnie wyglądem. Posiada kruczoczarne, średniej długości włosy, które często spoczywają w lekkim nieładzie. Jego twarz jest nieco blada i podłużna, zakończona ostrym podbródkiem. Uwagę przyciągają oczy Tajemniczego Jegomościa, koloru jasnego błękitu, niesamowicie zimne, jakby dwa kryształy lodu. Nikt nie ma ich okazji jednak podziwiać zbyt długo, są tacy, którzy nie widzieli ich wcale, bowiem Lorcan zazwyczaj zakrywa je kapturem. Jest wysokim dobrze zbudowanym mężczyzną. Zwykł nosić czarne lub białe, długie szaty ze szkarłatnym, ozdobnym pasem, do którego zazwyczaj przytwierdzone są sztylety. Podstawową bronią Achilles'a są ukryte na obu przedramionach ostrza, które się wysuwają. Prócz tego posiada także noże do rzucania i krótki miecz, czasem używa także kuszy, a jeszcze rzadziej łuku.


Historia: Już od początku niezbyt dobrze mu się żyło. Urodził się w Królewskim Rodzie Frobisherów. Ojciec niemal nie zwracał na niego uwagi. Jedynie matka się o niego troszczyła. Nie narzekał jednak. Miał też siostrę, Alice, którą naprawdę kochał. Potem wszystko się zawaliło. Jego matka zmarła, ojciec załamał się, siostra płakała całymi dniami. Próbował pocieszać Króla, jednak jego wysiłki spełzały na niczym. Kilka dni później, od śmierci matki, został niesłusznie oskarżony o zniszczenie jej obrazu. Jego ojciec, oszalały z gniewu i tęsknoty za swoją żoną, wygnał Achilles'a z kraju, przedtem naznaczając jego tors długa szramą. Książę opuścił więc Królestwo, porzucając swoje dziedzictwo. Wybrał się na Północ z zamiarem dołączenia do Drakonów, ludzi, którzy zabijali tyranów. Tam spotkał grupę przyjaciół, między innymi Felicitę. Od tamtego czasu stali się nierozłączni. U swego Mistrza uczył się sztuki zabójstwa, aż w końcu, razem ze swymi kompanami, stali się jednym z najlepszych.A potem dotarły do niego wieści o terrorze, jaki panuje w Jego Królestwie. Pożegnawszy się z przyjaciółmi udał się do rodzinnych stron. Szybko przekonał się, że sprawczynią tego chaosu jest jego siostra. Widząc cierpienie jej ludu, przysiągł sobie, że położy kres krwawym rządom Alice.
.~~*~~.
KP będzie najprawdopodobniej ulegać zmianie.

W nas jest raj, piekło i do obu szlaki

''Broken'' | 17 lat - 29.08 | Sluzka / ???


Pod koniec sztucznego Raju
Szukam zaginionego głosu
Jestem skazana na podróż
Z ulicy na ulicę, dalej i dalej


     Jak zwykle przemierzasz korytarz, co jakis czas zagladajac na widok zza starannie umytych okien. Zatrzymujesz sie przy jednym z nich aby napalac sie lesnym Krajobrazem. Ptaki zerwaly sie do lotu, aby nacieszyc Twoj wzrok przeroznymi akrobacjami w powietrzu, zas pewien Jelen i Sarna zdawaja zapraszac Cie do zabawy w sciganego. Usmiechasz sie. Taki widok od dawna to rzadkosc, przez liczne polowania wiekszosc tych Zwierzat zawedrowalo daleko, daleko stad.
     Odwracasz wzrok, przypominajac sobie, ze musisz odwiedzic Biblioteke aby poszukac jakiegos dokumentu dla Twego Przyjaciela, ktory teraz nie ma za wiele czasu. Idac tak, zamyslony, natykasz sie na Postac siedzaca na jednym z parapetow. Smutnym, aczkolwiek jednoczenie wesolym spojrzeniem wyglada przez okno. Porcelanowa twarzyczka przyozdobiona duzymi, blekitnymi oczami, przypomina twarze Lalek ktore sprowadzana sie z Azji.
     Ona jednak nie zwraca na Twoja Osobe zadnej uwagi. Poprawia dluga suknie o kolorze Bieli, ktora zdaje sie byc zwiewna, idealnie stworzona dla tego Dziecka. Myslisz - pewnie to Corka jakiegos Szlachcica obecnie goszczacego na Zamku, bowiem wczesniej Jej nie widziales. Nagle Twoje bystre oczy dostrzegaja cos, co niszczy ten komplement o Niej. Na Jej dloni widnieje tatuaz ktory jest jedynie jednym z kaprysow mlodej Krolowej.
     Gdy melodia jednego z Ptakow dobiega konca, Ona zdaje sie wybudzac z transu. Wstaje, chwytajac za miotle i szmate do sprzatania, po czym spoglada na Ciebie usmiechajac sie zyczliwie. Dygnela na znak szacunku, po czym odwraca sie aby dokonczyc swoja prace.
     Kim jestes? ...

     Broken - to Jej przezwisko. Nie zna swoje prawdziwego imienia, ani nazwiska, tak samo jak Rodzicow czy reszty Rodziny. Jednak ma Brata Blizniaka, ktory tak samo jak Ona, w wieku 3 lat zostal znaleziony przez jedna z Kucharek pracujacych na Zamku. Nauczeni zostali pisac i czytac, i nie platac sie na Zamku. Nie chcac zostac wyrzuconymi, spelniali wszystkie warunki, i czasem nawet pomagali aby dostac jakiegos smakolyka. 
     Pomimo prob znalezienia ich Rodzicow przez niektorych z Sluzby, wszystko spelzlo na niczym, a ze serca nie mieli aby ich wyrzucic zamieszkali tutaj, aby w przyszlosci stac sie Slugami na Zamku. Nie podobalo im sie, ale poki mieli dach nad glowa i cos cieplego do jedzenia, nie marudzili. W koncu musieli sie odplacic za dobroc innych.
     Dwa lata temu Jej brat zniknal, mowiac Jej przy tym, iz postara sie odszukac ich Rodzicow, a gdy tylko ich znajdzie wroci po Siostre. Jedyne co zostawil po sobie, to recznie wykonany klucz wiolinowy, ktory Sluzka codziennie nosi przy sobie.
     Len, bo tak brzmi przezwisko Jej brata, od dwoch lat nie dal o sobie znac. Nie napisal ani jednego listu, czy nie odwiedzil Jej. Nie wiadomo co z Nim sie moglo stac. Jedni szepca, iz zostal zabity, ale Broken szybko rozwiewa te mysli i mowi, ze pewnie nie ma za duzo czasu na takie rzeczy.
      A przynajmniej tak opowiada.

     Bro nie wyglada na swoje 17 lat, bardziej na 13/14. Nie narzeka, poniewaz dzieki temu nie dostaje az takich ciezkich prac, a czasem gdy jest w miescie, jeszcze sie wszyscy nad taka Dziewczynka ulituja. Lubi to w sobie, i jakos nie zamierza tego zmienic. Do tego Jej wzrost - 1,60 m, a i tak nieco naciagany.
     Jak juz zostalo wczesniej wspomiane, przypomina porcelanowa Laleczke, o duzych oczach, ktorych kolor przypomina glebie Oceanu.
     Krotkie, nieco postrzepione blond wlosy okalaja Jej twarz. Cztery, biale spinki bardzo rzadko zaklada, tylko wtedy, gdy pracuje w kuchni aby grzywka nie zaslaniala Jej oczu. Czasem zaklada kokarde, czasami.
     Przez nature nie zostala obdarzona tak, jak wiekszosc dam Dworow, aczkolwiek stara sie nie narzekac, jak mowi: ''Lepsze to niz nic''.
     Stara sie nie wyrozniac z tlumu. Woli pozostac niezauwazona.
     Jak Cien...

     Mila. Przesadnie Mila Dziewuszka, ktora usmiecha sie do kazdego. Po prostu zostalo to Jej juz wpojone jako malutkiej Dziewczynce, ktora wtedy tego nie rozumiala. Teraz to wszystko pojmuje; gdy sie usmiechasz, Ludzie mysla, ze nie jestes kims waznym, i puszczaja Cie. Wiele razy dzieki temu udalo sie Jej wybrnac z trudnej sytuacji.
     Jak juz zostalo wczesniej wspomniane, jest przesadnie mila. Zawsze stara sie pomagac, czy nie robic nikomu na zlosc. Daje wrazenie pewnej Ciamajdy, ktora boi sie wszystkiego i wszystkich. Przerazaja Ja, gdy musi cos powiedziec albo zwrocic komus uwage.
     Zapewne stwierdzisz, iz jest glupia.
     Zawsze zwraca sie na per ''Pani'', ''Pan'', ''Panienka'', ''Panicz'', dosyc kulturalna jak wiekszosc Sluzby. Kazde polecenie wykonuje z dokladna starannoscia, nie wazne jak drobne by Ono bylo.
     Jedyna pora, o ktorej zachowuje sie dziwnie, to noc. Znika, idac do Miasta, rzekomo do starej Krawcowej. Ale czy ktokolwiek Ja jeszcze sledzil, czy probowal sie dowiedziec o tym co robi? 
     Szpieg. Ale dla kogo?


Blizej nieokreslona Postac spojrzala na Nia, 
swym czarnym jak noc wzrokiem.
- Dobrze sie bawisz?
- Dobrze. - Odpowiedziala, smiejac sie.
- Pamietaj, co mi obiecalas.
- Tak wiem. - Wywrocila oczami. 
- Pamietaj.

     Od pewnego czasu towarzyszy Jej czarny Kruk, Jego cecha charakterystyczna jest czerwona wstazka na szyi.

Otworz Oczy. Idioto.
Nic nie jest tym, 
czym sie wydaje.

-_-_-_-_-_-
     Chetnie zaczynam watki, o ile wena pozwoli.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Walka postu z karnawałem (Ogłoszenie Parafialne)

Pierwszy spam ogłoszeniowy. Po rozmowie z Alice, padł pomysł, żeby i fabularnie, nasze postacie mogły świętować nowy rok. Więc bal maskowy, w zamku, muzyka, piękne panie, odważni panowie i dużo intryg.. Albo wiejska zabawa w mieście, or kolorowe stroje, masa ludzi... Co wy na to? Chcecie? Zainteresowani?
Bo jak nie to to nie ma większego sensu tego robić.
No i oczywiście każdy może przyjść, niezależnie czy za czy przeciw władzy.
Zaś proponowana data to wieczór z 4 na 5 stycznia. Po nowym roku oczywiście.

"Koniunkcja planet nastąpiła, drogi uczniu.."

Gabe | lat 29 | Nadworny Alchemik


Wygląd: Wysoki, białowłosy, obkolczykowany chłopak o skórze koloru kości słoniowej. Wyjątkowo niepozorny, na pierwszy rzut oka - chucherko. Myślisz wtedy "Boże, dajcie mu jakąś kanapkę!". Zwykle się nie uśmiecha, chyba, że tym swoim kpiącym uśmieszkiem, który potrafi doprowadzić jego rozmówcow do prawdziwej pasji. Uśmiechnął się do ciebie "normalnie"? Masz szczęście. Wystające niektóre z kości też u niego nie jest czymś niespotykanym. Pomiędzy dredami wplecione dwa pióra. Przez plecy zazwyczaj przerzucona stara, wysłużona torba wyglądająca na taką, która widziała już z pół swiata i dwie wojny.

Charakter: Nie należy do najmilszych osób, które miałeś przyjemność poznać. O tym Cię zapewniam. Co prawda, gdy ma lepszy dzień, stara się jak może zachować te pozory dobrze ułożonego chłopaka. Nie pali się do rozmowy z tobą? Nic dziwnego, albo Cie nie zna, albo tobą gardzi, ewentualnie ma inne zajęcia na głowie niż urocza pogawędka z twoją osobą. Więc możesz sobie zwyczajnie odpuścić. Okłamał Cie? Nie przejmuj się, nie jesteś ani pierwszą ani ostatnią osobą przy której minął się z prawdą. Jest on z reguły spokojnym osobnikiem, nie wykazującym żadnych nadzwyczajnych zachowań. Należy do osób cichych, które nie specjalnie zajmują miejsce dusz towarzystwa, jednak stara się zachowywać wobec innych w miarę sympatycznie. Tak długo próbował się oddzielić od innych , nowych ludzi, że teraz trudno mu nawiązywac relacje międzyludzkie, nawet jeśli bardzo tego chce. Często zamiast zastanowić sie nad czymś, robi, bądź mówi to od razu. Poza swoją grupką znajomych, która nie jest wcale taka duża, nie specjalnie wdaje się w dłuższe konwersacje. Zwykle go męczą, chłopak stwierdza, że rozmowa nie ma najmniejszego sensu, albo po prostu traci zainteresowanie rozmówcą. Potrafi być strasznym socjopatą robiącym wszystko ludziom wbrew, niekiedy się nad nimi i znęcając – zwykle psychicznie. Zdarzało mu się podawać za przypadkowe osoby czy nawet za jednego z 7 krasnali. Bardzo szybko może się dostosować do jakiejś grupy, jeśli tego chce, co nie znaczy, że często się to zdarza. Chłopak miewa okresy, kiedy potrafi nie odzywać się do wszystkich wokół przez wiele tygodni, bez większego powodu. Jest domysł, że Gabe tylko udaje, zakładając na każdą okazje inną maskę. Nie do końca wiadomo więc jaki jest na prawdę.

Zdolności: Pomimo swojego nastawienia do świata i pomimo swojego wieku - w swoim fachu nie ma sobie równych. Dzięki temu może służyć na dworze królewskim. Z łatwością przemieniał wszelakie materie w złoto. Wręcz się w tym lubował. Nie było dnia, kiedy by czegoś nie przetransformował. Od miedzianego pucharu, do małej śróbki. Skończyło się więc tak, iż każdy element, który mógł służyć jako złoto - służył. Jako alchemik znał się również na medycynie, jednakże bardziej interesowała go ciemniejsza jej strona. A mianowicie wszelakie trucizny, które w mniejszym lub większym stopniu sprzedawał poza obrębem Zamku.

[Karta postaci jeszcze w budowie. Mimo wszystko zapraszam do wątków.]

niedziela, 23 grudnia 2012

Ubi sunt...? [01]


Harmonia


Biały materiał zsunął się po ramionach kobiety, spadając na posadzkę, zabierając tym samym ostatnią ochronę przez zimnem. Nagą skórę, przeszedł dreszcz, pozostawiając po sobie mrowiący ślad. Postawiła krok ponad tą resztką ubioru, smakując zarazem chłodnych ceramicznych kafelków łaźni. Kolejny krok i znalazła się po łydki w wodzie. Zadrżała, czując na sobie spojrzenie mroku. Wysunęła ramiona przed siebie, wybijając się z palców u stóp. Jej ciało otoczył zewsząd kokon wody, otulając ją w swych ciepłych ramionach. Na zaburzonej tafli wykwitły wielowymiarowe karminowe kwiaty, mające swe korzenie w jej plecach. Krwiste skrzydła otuliły ją, gdy ta, zanurzyła się głębień w mroczną toń. Pod powierzchnią, jej włosy żyły własnym życiem, okalając jej głowę burgundową aureolą.

Uderzenie bata, rozrywa skórę na plecach. Nie mogę już... nie mogę... Boli. Krzyk, mój własny, wyrywający się spomiędzy warg. Ten perlisty śmiech ciemnowłosej roznoszący się po sali, odbijający od witraży. Puste, blade twarze, zwrócone ku niej, ze szklanych powierzchni. Zlitujcie się. To boli. Kolejne uderzenie, plecy wygięte w łuk, opuszczone ręce. Kpina, w mrocznej otchłani oczu. Karę powinno się przyjmować z pokorą, czyż nie jesteś jak wierny pies. Lizać rany, w świecie pana, taki jest twój los. Ręka która rani, ręką która nagradza. To dla niej żyjesz. Zrozum ją, próbuję cię zrozumieć, nie zrozumiem jej. Wola gasnąca niczym zdmuchnięta świeczka, nagle, niczym uderzenia bata. Trzask. Ból. Dreszcz i cichy szloch. Karę przyjmuj z pokorą, taki twój los...

 Blade usta rozchyliły się, wydając na świat niemy krzyk. Emocje uciekały z niej, ranami na ciele, wraz z krwią podążając ku powierzchni, otaczając ją. Tafla wody uspokoiła się, gdy kobieta zaginęła w jej toni.
Plusk wody, gdy się wynurzyła. Ciemne sploty, tworzyły niezwykle skomplikowane szlaki na jej ramionach zmieniając swe położenie z każdym ruchem unoszących się piersi. Oddychała ciężko, jakby z ulgą. Uśmiechnęła się, czując jak ciepła woda rozluźnia napięte mięśnie.

Kartki papieru, przerzucane przez kobietę w zamyśleniu. Obserwowała ją z boku, śledząc każdy jej ruch. Gotowa na każde zawołanie, choćby najdrobniejszy ruch wskazujący, że ma coś zrobić. Lecz nie tylko. Druga część jej jaźni, uśpiona do tej pory budzi się nagle. Szelest, skrzypienie pióra, woń atramentu. Podpisany wyrok. Nazwisko zapadające w pamięć. Starta papierów. Imiona. Nazwy. Ulotne iskierki życia zamknięte w klatce liter. Niezauważona, zapamiętuje. Potem, w nocy, zapisze listę na pergaminie. Ukryje ją w szkatułce. Kilka dni później, lista znika, oddana w odpowiednie ręce. Ciemnowłosa się uśmiecha, obracając ku mnie głowę. Pytające spojrzenie, spostrzeżone przez zakurzone tomy. Nic. Przynieś. Zanieś. Sprawdź. Wykonaj. Robię to wszystko dla ciebie. Czemu nie rozumiesz?

Szczypanie na plecach oraz twarzy ustało, gdy usiadła na brzegu sadzawki. Mdły blask świecy okrasił jej ciało złotym odcieniem. Podciągnęła jedną z nóg pod brodę, opierając się na niej, drugą zaś pozostawiając w wodzie, do tej pory jej jaźń wypełniała pustka. Wszystko nagle wybuchło, wypełniając jej myśli skomplikowanym wzorem słów i gestów. Na usta wypełzł inny rodzaj uśmiechu, już nie przyjazny i ciepły, a przebiegły, ironiczny.

Gdzie, kiedy, jak? Skomplikowana sieć, niczym pajęczy splot. Gdy już raz w nią wpadniesz, nigdy się nie uwolnisz. Zapamiętaj. Unikaj. Jeśli już wpadłeś... Nie uciekaj, nie ma po co. Delikatny splot, twarz uśmiechająca się z nie dokończonego arrasu. Ciemna fala włosów, mroczna toń oczu. Palce przebiegające po niciach. Dłoń dzierżąca ostrze. Brzytwa rozdzierająca misterny splot. Zielone oczy, przyglądające się z niezrozumieniem, martwej twarzy. Nigdy nie zrozumiesz? Skrzywdzisz siebie, będąc na wolności. Skrzywdzisz innych. Zamykam cię w klatce. Pajęczej sieci. Subtelny dotyk, muśnięcie jedwabiu. Stal tnie twarz, włosy, rozrywa strukturę nici. Byłaś moim ideałem, wiesz?

Kobieta oblizuje wargi, zbierając z nich karmin krwi. Po policzkach spływają łzy wody, ona nie płaczę, nigdy nie miała na to sił. Mechaniczne ruchy, wyuczone maniery. Odchyliła głowę do tyłu, a jej perlisty śmiech ulgi uniósł się na powierzchni wody. Czuła ulgę, błędne koło w którym utknęła, znalazło swój koniec. Teraz los mógł unieść ją w dwie różne strony. Ku wygranej lub przegranej, zaś stawką było jej życie. Ponownie wróciła do pozycji, gdzie opierała się podbródkiem o kolano. Jednak dokonywanie wyborów było trudne, gdy miała przed sobą tylko ślepe uliczki. Locran i Alice. Dwa potwory w ludzkiej skórze. Hydra, która po odcięciu jednej z głów zaatakuje państwo. Lecz pozbawiona ich obu, zaleje posoką anarchii królestwo. Zostawione głowy, w końcu się zagryzą, dając jej więcej czasu na działanie.

Cicha kołysanka, śpiewana umarłemu nad grobem. Łzy żalu, łzy tęsknoty. Znasz te wybory. Znam je ja. Melodia grana przez złośliwy los. Ból którego nigdy się nie pozbędziesz. Musisz być zawsze lojalna rodowi. To nasze przeznaczenie. Lecz jeśli rodu nie będzie, to czyż nie będzie też sensu życia? Nowo narodzone dziecię, powite by umrzeć w zagubieniu. Musisz jej służyć. Musisz służyć jemu. Wybór jest prosty. Wybór jest trudny. Mają prawo karać. A karą jest ból. Lecz ty, bądź wierna niczym pies. Gotowa zagryźć własne bękarty za zdradę rodu. Nauczono cię bólem. Nauczono cię łaską. Nauczono cię nagrodą i karą. Bądź wdzięczna. Kochasz. Dwa potwory, szczerzące ku siebie kły. Jak to jest kochać potwora? Jak to jest, gdy ty sama jesteś potworem w ludzkiej skórze? Czcisz na co dzień bóstwo, co przelewa krew swych wiernych. Czyż nie tym jesteś? Zdrajcą ludu? Gdzie siekiery, gdy ruszam po królestwo. Będę szczera. Jestem bestią. Znikniesz, tak jak oni. Tylko twarze, rysujące się chłodem na szkle. Witraże wpatrzone we mnie. Muszę służyć. Bo taki mój los.

Zanurzyła się ponownie w wodę. Lecz tym razem powoli, z ulgą, wdzięcznością wręcz przyjmując ten ciepły dar. Mięśnie się rozluźniały, rany zasklepiały, ciało ogarniał swoisty spokój. Przymknęła oczy z rozkoszą. Tylko melodia chodząca jej po głowie przeszkadzała na ponowne odnalezienie pustki, sieć trzeba pleść ciągle. Udoskonalając ją. Lecz ona była tylko dwórką, nic nie znaczącym pionkiem na szachownicy. Zdawała sobie z tego sprawę, aż za nadto jej świadomość zmieniła ten fakt. Zwykły pionek, a jednak niezwykły. Dwórka służąca swej pani, posłaniec między dwiema głowami hydry. Jeśli to ma być koniec, jeśli to ma się skończyć śmiercią, to przynajmniej będzie umierać na własnych warunkach.
Zielone ślepia potwora ponownie rozgorzały w ciemności, a chłodny głos rozdarł ciemność. Delikatny podmuch zgasił ciepło jej osoby jak i światło świeczki.
-         Tralalala la la... To tylko gra.
 I ten radosny perlisty śmiech, znów przecinający jej jaźń... Nie.



___
Ot taki prezent na święta. Przerost treści nad formą. Za dużo weny w nocy. No nie ważne.
Wesołych świąt kociaki.~

Nie ma przyszłości, ale jest nadzieja. W krzyku się rodzi, a w ciszy umiera...

"Oczy są lustrem, w którym odbija się nasza dusza."

Felicitá Luka Mégurine

Jakim sposobem światło dociera do wnętrza domu? Przez okna otwarte na oścież. A jak dociera do ludzkiej duszy? Przez wrota miłości, o ile są otwarte.

Felicitá, z pozoru niewinne dziewczę, szukające dobra w głębi każdego człowieka. Urodziła się w zamożnej, szlacheckiej rodzinie jako trzecie i ostatnie dziecko Liberty i Novy Mégurinów. Jej opieka spoczywała jedynie na barkach matki, tak samo jak opieka jej dwóch braci, ponieważ ojciec najwięcej czasu poświęcał pracy. Liberta była matką wprost wymarzoną, po której Luka odziedziczyła urodę, ojciec zaś był mało widywany w domu więc niewiele mogłaby się wypowiedzieć oń. Starszy z braci w wielkich, błękitnych oczach maleńkiej dziewczynki był wzorem do naśladowania. Sprawiedliwy, zdeterminowany brunet stąpający twardo po ziemi- Gábrielo. Lorenco był podobny do starszego brata, również był sprawiedliwy i zdeterminowany stawiający zawsze na swoim i wiedzący po czym stąpa. Felicitá była przeciwieństwem swego rodzeństwa, uczciwa, cicha marzycielka bujająca wciąż w obłokach i nie patrząca realnie na świat. Może to przez to nie była akceptowana?

Za dzieciństwa nie miała wielu przyjaciół, jedyną jej bratnią duszą był pluszowy królik, mający wiecznie uśmiech na twarzy. Była to mała fioletowa maskotka o oczach z dwóch, wielkich czarnych guzików. Jedno z ślepi, a dokładniej prawe, przecinała długa szwa. Jego usta z uniesionymi kącikami były z czarnej nici, a różowy nosek z cukierka. Luka nigdy nie zmieniała mu ubioru, jedynie prała go raz, dwa razy w tygodniu. Była to błękitna, falowana  sukieneczka z małą broszką w kształcie oka.

Najgorszą chwilę odbyła, kiedy jej bohater, ktoś na kim się wzorowała uciekł, gdy ich matka zachorowała, a ojca nie było już na świecie. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, pozwoliła kierować swoim życiem Lorencowi. To był jej najgorszy błąd w życiu. Kiedy brat postanowił wydać ją za mąż, opuściła dom budzący pełno przykrych wspomnień. Wzięła tylko to co najważniejsze, dobry humor i głowę pełną marzeń, a następnie wyskoczyła przez okno i odeszła. Nigdy już nie ujrzała ani Lorenca ani Gábriela.
Po odejściu z domu ruszyła na północ, gdzie dołączyła do Darkonów, ludzi, którzy usuwają tyranów z tego świata. Tam spotkała Lorcan'a, któremu bezgranicznie zaufała, stał się dla niej bliską osobą, przyjacielem .Ich drogi znów się na siebie natknęły, los stał po ich stronie. 

Dziś jest tą samą dziewczynką co kiedyś, cichą marzycielką bujającą w obłokach, z głową wysoko w chmurach i myśląca o niebieskich migdałach. Dla niej życie to gra, w którą można zagrać jeden raz i nie można jej przegrać, bo wtedy jest tak zwany game-over. Jest optymistką, postacią przepełnioną entuzjazmem i pozytywną energią. Tryska od niej tęczowymi barwami, a jednocześnie szarą nutką tajemnicy. Jest również uparta i zawsze stawia na swoim, nawet jeżeli jest to bezsensowne. Preferuje cisze i spokój, w którym mogłaby pogrążyć się w marzeniach. Odizolowana od świata, posiadająca swoje cztery ściany. Kieruje się słowami "Mam swój świat i swoje kredki-nadaje życiu wymarzone kolory",  takie jej dwa słówka na drogę.

Dziewczyna średniego wzrostu, posiadaczka idealnej budowy ciała oraz skóry koloru kości słoniowej lśniącej w promieniach słońca jak najdoskonalsza perła. Jej ciągła twarz posiada mało detali charakteryzujących starców, wysokie kości policzkowe pokrywa wiecznie rumieniec. Jej górną wargę można osądzić jako subtelnie wyrzeźbioną z tysiącem wyniosłych zwężeń czających się w tym zwyczajne łagodnym łuku. Priorytetem jej twarzy są wielkie oczy o gęstej, czarnej fali rzęs. Tęczówki mienią się jaskrawym niebieskim kolorem przechodzą delikatnie w biel. Obwódka na około jej źrenic jest migocąca jak diament, białej barwy. Liliowe włosy spływają jedwabistymi, prostymi kosmykami aż do pasa, czasem czesane są w długiego warkocza. Zakłada prawie zawsze na siebie długi płaszcz z kapturem, którym mogłaby swobodnie zakryć głowę oraz oczy. Jest on czarnego koloru, w niektórych miejscach srebrnego, zakłada podeń białą luźną bluzkę oraz czerwony, ciasno zawiązany pas. Ciężkie czarne buty...
____
Karta Postaci na razie jest eksperymentem, więc uprzedzam, że będzie tysiące razy zmieniana i poprawiana. 

sobota, 22 grudnia 2012

Maskarada, teatr twarzy, teatr masek.

"Pieski los - lizać rany w świecie pana...

Lepiej już na śmietniku tkwić!


Crinnele Syllia Mirabel Gossmer
Lojalna dwórka - manipulatorka


"Wiesz czym jest szaleństwo?
Szaleństwo to powtarzanie, pewnej czynności w kółko. Z nadzieją, że przyniesie ona wreszcie inne efekty.
 "


Crinnele jest córką wpływowego szlachcica, pochodzącego z Antygonii. Jej rodzice poznali się przez królewską parę, a wkrótce potem pobrali się. Jej ojciec był przyjacielem Nicolasa, służył mu nie raz radą, oraz mieczem. Był lojalnym sługą oraz towarzyszem. Nawet po śmierci króla, Randal był szanowany w jakiś sposób przez Alice. Jej matka zaś, Syllie, była przyjaciółką królowej. To dzięki niej, młoda Gossmerówna została przyjęta na osobistą służkę Alice, tudzież damę dworu. Crinnele wychowywała się więc na królewskim dworze, towarzysząc w zabawie Alice, prawie dorównując jej wiekiem. Bardzo cierpiała po śmierci pary królewskiej, lecz w każdym momencie swojego kruchego życia, starała się wspierać swoją przyjaciółkę. 
Jest ona lojalna, bardzo w tym przypomina ojca. Chociaż większość uważa Alice, za potwora, który postradał zmysły, to Rinn nadal widzi w niej człowieka. Ot zagubioną dziewczynę. Traktuje ją jak swą siostrę, dbając w każdym aspekcie o jej dobro. Gotowa by była zasłonić ją nawet własnym ciałem, poświęcając własne życie. Nie liczy się z sobą. Nauczyła się wielbić niczym bóstwo młodą królową.
Oprócz tego, można powiedzieć, że jej pasją jest pomaganie. Przynajmniej tak powie każdy, kto zyskał od niej pomoc. Ale nie robi niczego bezinteresownie, wie, że za każdy czyn jest pewna zapłata. Może dlatego świetnie manipuluje ludźmi, wydaje się przyjazna, czuć od niej opiekuńcze ciepło. Jednak wyrachowana z niej zawodniczka, jeśli chodzi o polityczne intrygi. Trzeba przyznać, że warta jest nazwiska Gossmerów. Mimo iż jest kobietą, to ona dzierży nieraz pałeczkę w dysputach urzędników. Zawsze potrafi postawić sprawę tak, aby była zgodna z prawem. Oczywiście o ile tego naprawdę bardzo chce. Dlatego jest tak świetnym sojusznikiem, oraz zaciętym wrogiem.
Do tego, jest osobą energiczną, psotną. Taki mały kociak, który chadza własnymi ścieżkami, gotów zawsze do zabawy. Ale na własnych regułach. Będzie łasić się jeśli ma taką potrzebę, lecz jeśli nie będzie miała ochoty na pieszczoty nie zawaha się użyć kłów i pazurów. 


"Ten z którym śpię, miał swój dom.
Kochał Pana.
Lecz pan odmienny miał plan..."

Jeśli chcecie poznać jej wygląd cóż. Chociaż przyjaciółka Alice, to jest do niej zupełnie niepodobna. Drobna kobieta, o smukłej sylwetce obdarzona jednak przez naturę dość hojnie. Jej włosy posiadają naturalną wiśniowo-bordową barwę, wpadając w ciemny brąz. Jest z nich bardzo dumna, uważa je za atut. Najczęściej zaplata je w warkocze bądź upina wysoko, w misterne fryzury. Z tą barwą, świetnie kontrastują jadowicie zielone oczy, otoczone gęsto rzęsami. Nie wbija się też, w ta modę panującą wśród dwórek. Jej skórę okrasiło latem słońcem i do tej pory widać na jej twarzy jego ślad. Owszem, nieraz bladość zakrywa jej lico, lecz to przez jakieś zmartwienia bądź strach. 
Jest kobietą piękną, lecz nie zdaje sobie z tego aż tak bardzo sprawy. Owszem lubi chodzić w sukniach, oraz ubiorach podkreślających jej sylwetkę, lecz nie zauważa spojrzeń jakimi darzą ją mężczyźni gdy przemyka za swą panią. Jeszcze nikt nie wydobył z niej kobiety, pozostawiając w niej nieśmiałego podlotka.



"Pieski los...

Lizać rękę która rani...
Dobry nos... 
To nie znaczy...
Nic."



_____
Cytaty pochodzą z gry FarCry3 oraz piosenki Huntera "PSI".
Na czacie mogę pojawiać się także jako Randal, czyli ojciec Rinn, lub jej matka Syllie.