piątek, 28 grudnia 2012

Informacje co do sprawdzania KP.




Więc jak już niektórzy wiedzą będę sprawdzać wasze KP. Przypominam też żebyście jak najszybciej poprawili wasze karty postaci, zgodnie ze wzorem. 

Będę zwracać uwagę na właściwie dwie rzeczy : na ortografie , ale najbardziej na to, czy wszystko posiada ręce i nogi. 

Żeby nie było jakiś problemów czy nieporozumień, wyjaśnię.

Nie chciałabym aby na blogu znalazły się historie, nie możliwe. Żyje sobie jakiś ktoś ( Nazwijmy go „X”) w nędzy. Całe życie spędził w więzieniu, na poniżaniu i nigdy nie zaznał szczęścia.   Ale po kilku latach X wydostaje się z więzienia i idzie sobie w świat. Przy okazji umie wszystko, zaczynając od szycia sobie ubrań po zabijanie ludzi z zimną krwią.

Nie uważacie, że gdy osoby idealne będą tutaj, to rpg stanie się po prostu nudne i przewidywalne. Będzie o wiele ciekawiej gdy wasza postać nie będzie czegoś umiała, będzie się tego uczyła, lub w walce po prostu będzie zraniona. Wtedy na pewno nie braknie wątków, pisanie stanie cię lżejsze i po prostu ciekawsze.

Proszę tez nie miejcie mi tego za złe jeśli wasza KP będzie posiadła wyżej wymienione błędy. No chociaż nie wiem czy to można nazwać błędem…  Sama będę musiała poprawić swoją KP i to dokładnie, bo już widzę ile tam błędów na mnie czyha.  Wezmę dobie jedna lub dwie osoby do pomocy, żeby nie było, że ja tylko wszędzie widzę błędy. Jakbyście mieli jakie kol wiek pytania to piszecie tutaj, albo na chacie.

Zamiast wspominać twórzmy wspomnienia...






~ Jacqueline Apayan Kahret ~


Imię: Jacqueline |Zdrobnienie: Jackie | Pseudonim: Apayan
 Przydomek: Ruda Kostucha | Wiek:  19 lat |Pochodzenie: Ithan
Orientacja: Biseksualna | Profesja: Najemnik
 Broń: Sztylety | Fobia: Ciemność


   
If you wanna run away I can give you a ride
  I'm a one way ticket to the darker side
Widzisz tą drobną dziewczynę w białej, poszarpanej sukience z czarnym gorsetem. Jej twarz zakrywają długie, rude włosy. Skąd możesz wiedzieć, że uśmiecha się teraz jak Lucyfer zaraz przed strąceniem z niebios? Bo właśnie taka jest. Niepozorna. 

Zawsze dzika, niezależna, gotowa w każdej chwili stanąć do walki. Nie da się jej okiełznać, można jedynie udomowić, jednak i tego nienawidzi. Nie lubi gdy jest do czegoś przymuszana czy gdy ktoś próbuje ją zmieniać. Jest jaka jest i to tylko jej sprawa.

Jej poczucie humoru jest dość specyficzne, inne. Uwielbia się zabawić, i często robi to kosztem innych.  Lubi ból, co sprawia, że jej przeciwnicy mają spory problem, jeśli na przykład chcą ją torturować. 

Do tego często zostaje obsypywana komplementami. Bezczelna, arogancka, nieokrzesana, nieznośna, wyzywająca, dziwna, inna…  Wszystko to jest jak najbardziej zgodne z prawdą.

No ale chwileczkę, przecież nie jest aż taka zła…  Jest moralna, ponad wszystko ceni sobie honor i godne zachowanie. Nie zmienia to jednak faktu, że sama nie zawsze takowe reprezentuje.

Nie zapominajmy też, że jest bardzo sentymentalna, co w sumie może być zarówno zaletą jak i wadą, jednak ta cecha jest obca dla jej przyjaciół. Stara się nie pokazywać tego w towarzystwie. Do tego jest jeszcze impulsywna i trochę czepialska. 
Jednak i tak jej pewność siebie i odwaga biją na głowę te wszystkie cechy charakteru. Och, no i nie zapominajmy, że jest również skromna…



                                         They try to lock me up and throw away the key
                                         but they'll never gonna hold down a freak like me
Wygląda jak nastolatka, którą oczywiście jest. Drobna postura, pociągła twarz, wydatne kości policzkowe… Długie, smukłe palce pianistki, jednak to flet poprzeczny i skrzypce ceni sobie najbardziej. Jej długie, rude , jedwabiste włosy sięgają jej niemal do pasa, i choć może to wydać się dziwne ani trochę jej nie przeszkadzają w czytaniu książek, mimo, iż zakrywają jej niema całą twarz. Zwykle spina je w dość nieokrzesanego koka, który i tak psuje się po chwili. Do tego jej wąskie, delikatne usta zawsze wykrzywione są w lekkim, niemal ironicznym uśmiechu, a wielkie, tak szare, że aż grafitowe oczy czasami z kpiną obserwują świat, jednak gdy jest taka potrzeba, nadają jej twarzy poważny wyraz. To właśnie oczy sprawiają, że wygląda dojrzale, jak kobieta nie dziewczynka. Jednak nie każdy zdąży spojrzeć jej w oczy. Jedno z nich jednak od jakiegoś czasu jest czerwone, i przecina je brzydka blizna. Oczy mordercy… Okalają je długie, grube rzęsy, które rzucają cień na jej blade policzki. Ona sama jest dość blada, co jest chyba u nich rodzinne. No, ale nikt nie jest doskonały, prawda?


 
"Proste drogi" sa jednak krete
I zbyt wiele jest zamknietych drzwi

Jej ciało posiada jednak wiele atutów, takich jak kształtne piersi czy biodra, skutecznie przyciągających uwagę mężczyzn, co jej pochlebia ale zarazem sprawia, że z każdym dniem przekonuje się coraz bardziej jak bardzo mężczyźni są próżni.

Jej stroje są różnorodne, w zależności od nastroju czy pogody. Najczęściej są to jednak tuniki, przepasane pasem z bronią oraz długie, czarne peleryny. Nie akceptuje zbroi i nigdy takowej nie założy, choćby ją mieli zmuszać.




 „Kocham szarość, mrok i ciemność nocy, lubię być sama, a za najodpowiedniejsze towarzystwo uznaję własne myśli.”


Ale… Po co kobiecie zbroja? Przecież to dama! Powinna nosić długie suknie i raczyć się towarzystwem innych kobiet. Ktoś pewnie pomyśli, że to głupia, uboga chłopka, bez męża i przyszłości. I znów błąd. Choć nie do końca. Oczywiście, nie posiada męża, i raczej go posiadać nie będzie, bowiem mężczyźni strasznie boją się kobiet z władzą… Lub jak w jej przypadku z rozumem i ostrzem w dłoni… Zacznijmy jednak od początku.
Piętnasta noc  jedenastego miesiąca, dziewiętnaście lat  temu… W małym mieście, w gospodarstwie przy lesie, gdzie mieszkali tak mili, dobrzy ludzie narodziło się dziecko. Nie jakieś tam byle jakie, kolejne ręce do roboty na polu. Śliczna, mała dziewczynka o dużych, szarych niczym grafit oczach i rudych włosach. Nie była jedynym dzieckiem rodziny, jednak indywidualność biła od niej na kilometr. Wszyscy w rodzinie bruneci, ona płomienistowłosa. Wszyscy mają lazurowe oczy, ona świeci grafitem. Wszyscy świetnie radzą sobie w polu, ona lata z chłopakami, wywijając przy tym drewnianym mieczem… Marzyła o tym, by w przyszłości zostać wielką wojowniczką. Mrzonki jednak skończyły się w momencie gdy skończyła 13 lat, a rodzice postanowili wydać ją w ręce jakiegoś bogatego barona czy Bóg wie czego jeszcze. Ubrali ją w sukienkę, uczesali włosy, założyli na nogi pantofelki … Całą noc płakała nad swoją niedolą… Więc postanowiła uciec.
I wtedy poczuła tą dłoń na swoich ustach. Śmierdziała spalenizną, potem i czymś jeszcze, a ten zapach był zbyt ostry dla niej, i po chwili oczy uciekły jej w tył głowy, a ona sama zemdlała. Słyszała jeszcze krzyk swojej matki, jednak to na tyle…
Pamiętała dobrze każdy dzień w obskurnej, obrzydliwej, ohydnej i odrażającej piwnicy, w której swąd stęchlizny i gnijącego, ludzkiego mięsa roznosił się niemal jak drugie powietrze. Spędziła tam zaledwie trzy miesiące, a jednak tyle wystarczyło, by wiedzieć, że najbardziej na świecie nienawidzi mężczyzn. Przychodzili co noc by ją torturować. Podpalali jej skórę… Wbijali pręty w nogi , skuwali łańcuchami i rozciągali. Związaną wrzucali do brudnej, lodowatej wody, a potem mokrą wystawiali na chłostę. Jednak, nie to było najgorsze. Jeden z nich, ten chudy w nocy przychodził nie po to by zadawać jej fizyczny ból, by sprawdzić jej reakcje czy ocenić jak dużym jest dziwactwem. Zamiast tego ją gwałcił. Notorycznie, zawsze brutalnie, mocno. Poniżał ją, szydził z niej, spuszczał na twarz. A ona musiała to znosić i tylko jej wzrok, pełen rządy krwi, nienawiści, obiecujący zemstę sprawiał, że w pewnym momencie zaczęli jej się bać. Aż w końcu udało jej się uciec. Nigdy nie opowiadała nikomu jak, po prostu znalazła się w mieście.
Dowiedziała się, że w noc jej zaginięcia cała rodzina została wymordowana. Co ciekawe, przyjęła to z nieludzko stoickim spokojem.
Wyjechała z miasta jeszcze tego samego dnia.
Szkoliła się u najlepszych, a przynajmniej tak mówią. Na początku była najemniczką i chodź w obozie szkoleniowym mówili na nią Apayan to wyrobiła sobie jeszcze jeden przydomek – Ruda Kostucha. I pasowało jej to… Nawet bardzo.
Ale obóz wojskowy mimowolnie narzucał jej poglądy polityczne – musiała być wierna królowej. A ona nie chciała stać ani po jednej, ani po drugiej stronie. Neutralna na wszelką politykę kraju postanowiła na życzenie ciotki przyjechać do miasta, gdzie mieszkała jej siostra z krwi, o której wiedziała tylko tyle, że ta nie wie o Rudej nic.
Tak więc teraz przechadza się po mieście psychopatka rządna krwi i zemsty za to, co uczyniono jej gdy była jeszcze młoda. Nie ufa nikomu, z pogardą patrzy na wszystkich mężczyzn…
  
Przecież w tych czasach nie ma uczciwych…

W skrócie
Rude włosy | Grafitowe oczy | 164cm | Uczulona na truskawki
Alkoholiczka | Masochistka | Biseksualna | Sadystka
Flet poprzeczny | Wokal | Pianino | Skrzypce | Broń biała

środa, 26 grudnia 2012

Chodźmy do piekła! Tam mają ciasteczka...

Konkordat 
26 lat  |  Córka Drwala 

 Trudno do niej dotrzeć, trudno jej coś wmówić, tudno się z nią rozmawia, trudno sie z nią przebywa w jednym pomieszczeniu, trudno ją rozgryźć. Jak można określić jej charakter? Trzeba zaznaczyć, że jest trudny i skomplikowany. Już na pierwszy rzut oka, według zdania powszechnego, nie figuruje na liście tych ułożonych, grzecznych panienek w sukienkach, jakie najczęściej pojawiają się na Królewskim Dworze bądź w całym Królestwie. Nie potrafi normalnie spojrzeć na ludzi z Dworu. Nie ważne, kim by byli, dla niej są parszywymi pasożytami i paja do nich szczerą nienawiścią. Jednak, powracając do jej charakteru, trzeba powiedzieć, iż jest typem dość brutalnej i twardej kobiety, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Łatwo można ją zirytować czy też wkurzyć. Wtedy lepiej uważać, abo Panna Konkordat mistrzowsko opanowała sztukę posługiwania się wszelakimi toporami i młotami, więc bądź ostrożny w jej towarzystwie. Wszystkich ocenia według pierwszego wrażenia, które jest dla niej najważniejsze i które potem ciężko zmienić. Rzadko kiedy zdobywa się na wypowiedź, ale jeśli już mówi, to widac ma w tym swój jakiś interes. Zawsze szczera do bólu, mówi wszystko wprost. Nie boi się konfrontacji, ani poczucia wstydu, czy nawet przegranej. Uczy się na błędach i nie wchodzi dwa razy do tej samej rzeki.Każdy upadek czyni ją silniejszą. Przebiegłość i wartki, bystry umysl to jej cechy charakterystyczne. Myśli trzeźwo i zazwyczaj prosto, nie korzysta bez potrzeby z talentu do knowań.
Potrafi być spokojna, jednak nie przesadza z tym "stoickim spokojem". Jest strasznie niecierpliwa. Nie cierpi czekać i nie cierpi, kiedy ktoś na nią czeka.Mści się okrutnie i do usranej śmierci, więc biada temu kto ja zawiedzie, czy też zrani.Sprawiedliwa i łaknąca sprawiedliwości, zdolna do samosądu... W ostatecznosci. Nienawidzi krwawych żądów królowej i także pragnie to jak najszybciej skończyć.Nie potrafi patrzeć na krzywdę innych, nawet, jeśli ich nie zna, stanie w obronie słabszych nawet za cenę własnego życia. Ma swój honor, co trzeba też potwierdzić. Wiadomo, że nie obce jej manipulowanie kimś w własnych celach. Sztuki torturowania także nie są jej obce, jednak jeśli już, to w dobrych celach. Śmiało możesz powierzyć jej najskrytszy sekret, ona zatrzyma go dla siebie, możesz jej ufać, choć na to nie wygląda. Twardy kawał baby, która nie cierpi szczeniackich zalotów do niej samej. Wtedy ów osobnik,może dostać dość mocno w...nos. Twierdzi, że jest aseksualna. Nigdy się nie zakochała i nigdy nie ma takiego zamiaru. Uważa że "Miłość" to uczucie fikcyjne, aby artyścimieli na czym skupiać swoje dzieła.  Jest sarkastyczna, w zasadzie sarkazm to jej drugie imię, często w rozmowach używa sarkazmu, a przez to ludzie z nią rozmawiający różnie się czują.
 Jest uparta, a to w powiązaniu z resztą jej pokręconego charakterku daje naprawdę ciężką mieszankę. Prawie niemożliwym jest to by udowodnić jej, że nie ma racji, w zasadzie nigdy nie przyzna tego na głos. A kiedy ktoś jej nawet udowodni, że nie ma racji nie przyzna tego na głos, co to to nie. Może i jest kobietą, ale kocha dobrze wypić, nawet jeśli nie ma na to pieniędzy. Jest także strasznie pracowita, przez co tępi wszelkich leni i zagania do pracy.
Umie walczyć o swoje i rzadko odpuszcza.Trudno zdobyć jej zaufanie, a co dopiero odzyskać je. Kon nie uznaje czegoś takiego jak „druga szansa”, chyba, że na kimś jej naprawdę niesamowicie zależy, jednak na odzyskanie pełnego zaufania, nie ma możliwości. Bardzo ceni sobie szczerość. Zresztą sama jest szczera do bólu, chodź może po prostu czasem wredna. Wierna i lojalna, jeśli by należała do jakiejkolwiek grupy, uznajmy, rebeliantów. Nigdy nie zdradzi niczego, co z nimi związnane, nawet,jeśli torturowali ją dzień i noc. Nic z niej nie wyciągną. Mimo to, jest prawdomówna, rzadko kiedy skłamie a jeśli już wiedz, że to była konieczność.

"Życie nauczyło mnie odwagi do popełniania kolejnych błędów za które kiedyś przepłacę życiem"


Konkordat oczywiście, na pierwszy rzut oka, uznasz ją za kobiete, bo taka też jest prawda. Ma krótkie, gęste czekoladowe włosy sięgające nie niżej niż do ramion. Gdzieniegdzie się powalują, tutaj pokręcą, tutaj wyprostują.Lecz nie to przyciągnie twoją uwagę jako pierwsze. Pierwsze będą oczy. Duże, koloru ciemnej, soczystej zieleni spoglądające na ciebie chłodno, wraz z wrodzoną bystrością. Najczęściej tańczyw nich charakterystyczny ognik, nie wiadomy, co symbolizuje. Trochę duży, lecz mało zgrabny nos, pełne blade usta, ledwo wyróżniające się z kolorem twarzy dziewczyny. Ciało, pkryte wieloma bliznami i najczęściej ranami, które rzadko kiedy ujawniają się na światło dzienne. Charakterystyczną blizną, jest jedna, wielka na plecach, ciągnąca się od prawego ramienia po lewe biodro. Pamiątka po napadzie żołnieży Królowej na jej dom. Na rękach zawsze ma dziwaczne rękawiczki bez palców, które pomagają w uniesieniu strasznie ciężkich toporów i młotów. Na pozór drobna, lecz siły ma za dziesięciu. Potrafi dobrze walczyć, jednak najlepiej w jej dłonaich sprawuje się każdy rodzaj ciężkich toporów i młotów, którymi miota w zadziwiającej perfekcji i dokładności.Jest także zwinna i szybka, copotwierdza fakt iż przemieszcza się bezszeleśnie, tym bardziej, jeśli przemieszcza się na dużych wysokościach ( drzewa, budynki etc. ).jednak jej słabością są miecze i sztylety. Próbowała nauczyć się nimi posługiwać, jednak bez skutku. Nawet nie potarfi utrzymać mieczu w wysokości i dobrze się nim sprawować. Tylko topory i młoty, amen. 
Ma długie, smukłe nogi, małe stopy i zgrabne ręce. Warto też wspomnieć o piersiach. Nie za duże, nie za małe, w sam raz. Jednak, jeśli będziesz się na nie gapił... Kon szybko pozbawi cię ręki swym toporkiem, uwież mi. 
"Ludzie są tak jak lalki, niektórzy mają dusze,
a niektórzy są puści niczym katron soku,tylko że już wypity"

Gdzieś w Królestwie Antygoni, gdzieś w małej, biednej gospodzie, przyszła na świat dziewczynka, która już od swoich pierwszych dni, zapragnęła być drwalem.Przy anrodzinach, chwyciła mały toporek w ręce i tak zacisnęła małe rączki, że nikt nie potrafił jej go wyrwać. Wspomnijmy o tym też, że miała brata bliźniaka, którego zabranokilka dni po ich narodzinach i teraz nikt nie wie, gdzie on też się podziewa. Mała Konkordat dorastała w biednej, drwalskiej rodzinie. Często nie było pieniędzy na jedzenie, więc mała dziewczynka próbowała jakoś dorobić na mieście. Ojciec bym drwalem, a matka, zmarła przy porodzie. Rodzic dziewczyny, nie mając pojęcia o wychowywaniu dzieci, wychował ją na... drwala. Taka była powszechna opinnia, jednak ojciec po kryjomu uczył ją innych rzeczy.Jak walki, zakradania się,miotania toporem i młotem. Tak dziewczyna dorastała, później w wieku nastoletki zajmując się większością domu. Mało wiemy z jej dalszej historii, jednak jeden fakt jest warty wspomnienia. Pewnego spokojnego wieczoru, kiedy ojciec Kon przywiózł dostawę drewna narąbaną wcześniej z lasu, zjedli kolacje i już mieli wybrać się na kolejną potajemną lekcje, kiedy do domu wpadli zołnieże Królowej i na oczach Konkordat, zabili dość brutalnie jej ojca, oskarżając o nieprawdopodobne rzeczy. Od tamtego czasu znienawidziła całą rodzice królewską, wraz z dworem i pragnie zemsty.Pragnie położyc kres rządom Alice, pragnie wolności ludzi i pomszczenia Ojca. 
Właśnie wtedy, dołączyła do rebeli. Choć nie do końca trawi "Ex" księcia, stara się być wobec niego neutralna choć powątpiewa, że on kompletnie wie, o jej istnieniu. Dorabia sobie w różnych grach w barach, bądź także wciąż pracując jako drwal.
"Zwykle błędy popełnia się łatwo, ale życie z ich konsekwencjami bywa wyjątkowo trudne. "

Cóż. Możnaby rzec że Kon popełniła w życiu wiele błędów, jednak ten ostatni, przypłaciła większą karą niż zwykle. Podczas ostatniej kary u królowej, Drwalkę pozbawiono jednego oka i wygenerowało znamię w kształcie Herbu Rodu Królewskiego, niczym koniu. Brak oka zakrywa czarną, materiałową opaską, przepasaną na skos, która idealnie zakrywa pusty oczodół. Wciąż szuka czarownicy, która pomoże rozwiązać jej ten problem. Znamię herbowe zakrywa różnymi szalikami czy chustami, ponieważ jest to dla niej hańba. 
Niegdyś była zwyczajną Drwalką, która przygarniała rebeliantów pod swój dach, dając im bezpieczne schronienie jak i jedzenie.Od czasu niedawnej chłosy, jej dom został spalony, jednak już dobre kilka lat temu, przewidując iż może go utracić, swe najcenniejsze rzeczy jak kolekcja siekier, toporów i młotów czy inne zbiory ziół, zostały zachowane w pozdziemnych lochach leśnych, należących kiedyś do myśliwego, który dawno nie żyje. Teraz nie ma za bardzo co z sobą zrobić, pałęta się to tu, to tam, żyje z tego, co upoluje. 
"Najkrótsza droga do obłędu wiedzie przez samotność."

<TUTAJ POJAWI SIĘ COŚ, ALE NA RAZIE NIE WIEM CO, DZIĘKUJE>


● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ●● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ●● ●
Nie wiem, czy wszystko w KP się zgadza z realiami, ale jeśli coś by nie pasowało, to napisać i to zmienię. Wyszła jaka wyszła, nie nawidzę pisać Kart Postaci, i że też trzeba podkreślić że - nie potrafię. Chętna jestem na wszelakie wątki i powiązania czy relacje. Wbrew pozorom, Kon nie gryzie. Czasami. Poszukuję także "Brata Bliźniaka" Konkordat, który został zabrany kilka dni po ich narodzinach. Chciałabym, żeby było choć nikłe podobieństwo ( brazowe oczy czy zielone włosy etc.) To chyba tyle. ^^


wtorek, 25 grudnia 2012

~Wszystkich Nas pochłania mrok. I na Ciebie przyjdzie czas, Mój Przyjacielu...


 Imiona:Lorcan Achilles
Nazwisko: Niegdyś Frobisher, lecz teraz Quilette,bowiem nie uważa się już za członka Rodziny Królewskiej.
Wiek: 27 lat
Ksywy:Chill, Tancerz
Charakter: Wielu uważa, iż charakter Lorcan'a jest mocno skomplikowany. Nigdy nie przewidzisz, co powie lub zrobi. Zazwyczaj jest milczącym Jegomościem, rozsiewającym wokół siebie aurę tajemniczości. Jego małomówność popiera tym, że jeśli masz powiedzieć coś bez sensu, to lepiej jest milczeć. Nikt, prócz Jego zaufanej grupy przyjaciół, nie zna Go całkowicie. Jest zamknięty w sobie, choć zależy to też od towarzystwa, w którym się znajduje. Nie lubi przebywać w tłumie. Odważny, gdy obierze sobie jakiś cel, dąży do niego bez względu na skutki. Niełatwo zdobyć Jego zaufanie, bardzo rzadko zdarza się, gdy mu na kimś naprawdę zależy. Choć wydaje się zimny i nieczuły, nie potrafi patrzeć na cierpienia innych ludzi. Jego pragnieniem jest oczyścić świat z ludzi, którzy nie zważają na krzywdę drugiego. Dlatego też jest Drakonem.  Dla niego zabijanie to nie grzech, lecz czysta sztuka. Uważa, że trzeba mieć do tego talent. Mimo wszystko, gdy zabije jakiegoś człowieka, oddaje mu należytą cześć. Jest bardzo honorowy. Przyjaciele są dla niego wszystkim, dla nich dobrowolnie skazałby się na najcięższe tortury, nawet śmierć. Mówią, że jest przywódcą rebelii. Nie robi sobie z tego nic. Woli działać sam, lub ze swymi przyjaciółmi. Ceni sobie prawdomówność, choć nie możesz mieć pewności, ze Ciebie nie okłamie. Jeżeli zaś to zrobi, musisz wierzyć, że było to dla Twego dobra. Ma silną wolę. Nie cofnie się przed niczym, nawet przed zabiciem swej siostry, jeśli tylko byłaby to konieczność. Gdy jest zdenerwowany, lepiej nie wchodź mu w drogę, bowiem możesz poczuć chłód Jego ostrza na swej skórze. Mimo wszystko, stara się być spokojny i opanowany.

 Wygląd: Achilles nie wyróżnia się specjalnie wyglądem. Posiada kruczoczarne, średniej długości włosy, które często spoczywają w lekkim nieładzie. Jego twarz jest nieco blada i podłużna, zakończona ostrym podbródkiem. Uwagę przyciągają oczy Tajemniczego Jegomościa, koloru jasnego błękitu, niesamowicie zimne, jakby dwa kryształy lodu. Nikt nie ma ich okazji jednak podziwiać zbyt długo, są tacy, którzy nie widzieli ich wcale, bowiem Lorcan zazwyczaj zakrywa je kapturem. Jest wysokim dobrze zbudowanym mężczyzną. Zwykł nosić czarne lub białe, długie szaty ze szkarłatnym, ozdobnym pasem, do którego zazwyczaj przytwierdzone są sztylety. Podstawową bronią Achilles'a są ukryte na obu przedramionach ostrza, które się wysuwają. Prócz tego posiada także noże do rzucania i krótki miecz, czasem używa także kuszy, a jeszcze rzadziej łuku.


Historia: Już od początku niezbyt dobrze mu się żyło. Urodził się w Królewskim Rodzie Frobisherów. Ojciec niemal nie zwracał na niego uwagi. Jedynie matka się o niego troszczyła. Nie narzekał jednak. Miał też siostrę, Alice, którą naprawdę kochał. Potem wszystko się zawaliło. Jego matka zmarła, ojciec załamał się, siostra płakała całymi dniami. Próbował pocieszać Króla, jednak jego wysiłki spełzały na niczym. Kilka dni później, od śmierci matki, został niesłusznie oskarżony o zniszczenie jej obrazu. Jego ojciec, oszalały z gniewu i tęsknoty za swoją żoną, wygnał Achilles'a z kraju, przedtem naznaczając jego tors długa szramą. Książę opuścił więc Królestwo, porzucając swoje dziedzictwo. Wybrał się na Północ z zamiarem dołączenia do Drakonów, ludzi, którzy zabijali tyranów. Tam spotkał grupę przyjaciół, między innymi Felicitę. Od tamtego czasu stali się nierozłączni. U swego Mistrza uczył się sztuki zabójstwa, aż w końcu, razem ze swymi kompanami, stali się jednym z najlepszych.A potem dotarły do niego wieści o terrorze, jaki panuje w Jego Królestwie. Pożegnawszy się z przyjaciółmi udał się do rodzinnych stron. Szybko przekonał się, że sprawczynią tego chaosu jest jego siostra. Widząc cierpienie jej ludu, przysiągł sobie, że położy kres krwawym rządom Alice.
.~~*~~.
KP będzie najprawdopodobniej ulegać zmianie.

W nas jest raj, piekło i do obu szlaki

''Broken'' | 17 lat - 29.08 | Sluzka / ???


Pod koniec sztucznego Raju
Szukam zaginionego głosu
Jestem skazana na podróż
Z ulicy na ulicę, dalej i dalej


     Jak zwykle przemierzasz korytarz, co jakis czas zagladajac na widok zza starannie umytych okien. Zatrzymujesz sie przy jednym z nich aby napalac sie lesnym Krajobrazem. Ptaki zerwaly sie do lotu, aby nacieszyc Twoj wzrok przeroznymi akrobacjami w powietrzu, zas pewien Jelen i Sarna zdawaja zapraszac Cie do zabawy w sciganego. Usmiechasz sie. Taki widok od dawna to rzadkosc, przez liczne polowania wiekszosc tych Zwierzat zawedrowalo daleko, daleko stad.
     Odwracasz wzrok, przypominajac sobie, ze musisz odwiedzic Biblioteke aby poszukac jakiegos dokumentu dla Twego Przyjaciela, ktory teraz nie ma za wiele czasu. Idac tak, zamyslony, natykasz sie na Postac siedzaca na jednym z parapetow. Smutnym, aczkolwiek jednoczenie wesolym spojrzeniem wyglada przez okno. Porcelanowa twarzyczka przyozdobiona duzymi, blekitnymi oczami, przypomina twarze Lalek ktore sprowadzana sie z Azji.
     Ona jednak nie zwraca na Twoja Osobe zadnej uwagi. Poprawia dluga suknie o kolorze Bieli, ktora zdaje sie byc zwiewna, idealnie stworzona dla tego Dziecka. Myslisz - pewnie to Corka jakiegos Szlachcica obecnie goszczacego na Zamku, bowiem wczesniej Jej nie widziales. Nagle Twoje bystre oczy dostrzegaja cos, co niszczy ten komplement o Niej. Na Jej dloni widnieje tatuaz ktory jest jedynie jednym z kaprysow mlodej Krolowej.
     Gdy melodia jednego z Ptakow dobiega konca, Ona zdaje sie wybudzac z transu. Wstaje, chwytajac za miotle i szmate do sprzatania, po czym spoglada na Ciebie usmiechajac sie zyczliwie. Dygnela na znak szacunku, po czym odwraca sie aby dokonczyc swoja prace.
     Kim jestes? ...

     Broken - to Jej przezwisko. Nie zna swoje prawdziwego imienia, ani nazwiska, tak samo jak Rodzicow czy reszty Rodziny. Jednak ma Brata Blizniaka, ktory tak samo jak Ona, w wieku 3 lat zostal znaleziony przez jedna z Kucharek pracujacych na Zamku. Nauczeni zostali pisac i czytac, i nie platac sie na Zamku. Nie chcac zostac wyrzuconymi, spelniali wszystkie warunki, i czasem nawet pomagali aby dostac jakiegos smakolyka. 
     Pomimo prob znalezienia ich Rodzicow przez niektorych z Sluzby, wszystko spelzlo na niczym, a ze serca nie mieli aby ich wyrzucic zamieszkali tutaj, aby w przyszlosci stac sie Slugami na Zamku. Nie podobalo im sie, ale poki mieli dach nad glowa i cos cieplego do jedzenia, nie marudzili. W koncu musieli sie odplacic za dobroc innych.
     Dwa lata temu Jej brat zniknal, mowiac Jej przy tym, iz postara sie odszukac ich Rodzicow, a gdy tylko ich znajdzie wroci po Siostre. Jedyne co zostawil po sobie, to recznie wykonany klucz wiolinowy, ktory Sluzka codziennie nosi przy sobie.
     Len, bo tak brzmi przezwisko Jej brata, od dwoch lat nie dal o sobie znac. Nie napisal ani jednego listu, czy nie odwiedzil Jej. Nie wiadomo co z Nim sie moglo stac. Jedni szepca, iz zostal zabity, ale Broken szybko rozwiewa te mysli i mowi, ze pewnie nie ma za duzo czasu na takie rzeczy.
      A przynajmniej tak opowiada.

     Bro nie wyglada na swoje 17 lat, bardziej na 13/14. Nie narzeka, poniewaz dzieki temu nie dostaje az takich ciezkich prac, a czasem gdy jest w miescie, jeszcze sie wszyscy nad taka Dziewczynka ulituja. Lubi to w sobie, i jakos nie zamierza tego zmienic. Do tego Jej wzrost - 1,60 m, a i tak nieco naciagany.
     Jak juz zostalo wczesniej wspomiane, przypomina porcelanowa Laleczke, o duzych oczach, ktorych kolor przypomina glebie Oceanu.
     Krotkie, nieco postrzepione blond wlosy okalaja Jej twarz. Cztery, biale spinki bardzo rzadko zaklada, tylko wtedy, gdy pracuje w kuchni aby grzywka nie zaslaniala Jej oczu. Czasem zaklada kokarde, czasami.
     Przez nature nie zostala obdarzona tak, jak wiekszosc dam Dworow, aczkolwiek stara sie nie narzekac, jak mowi: ''Lepsze to niz nic''.
     Stara sie nie wyrozniac z tlumu. Woli pozostac niezauwazona.
     Jak Cien...

     Mila. Przesadnie Mila Dziewuszka, ktora usmiecha sie do kazdego. Po prostu zostalo to Jej juz wpojone jako malutkiej Dziewczynce, ktora wtedy tego nie rozumiala. Teraz to wszystko pojmuje; gdy sie usmiechasz, Ludzie mysla, ze nie jestes kims waznym, i puszczaja Cie. Wiele razy dzieki temu udalo sie Jej wybrnac z trudnej sytuacji.
     Jak juz zostalo wczesniej wspomniane, jest przesadnie mila. Zawsze stara sie pomagac, czy nie robic nikomu na zlosc. Daje wrazenie pewnej Ciamajdy, ktora boi sie wszystkiego i wszystkich. Przerazaja Ja, gdy musi cos powiedziec albo zwrocic komus uwage.
     Zapewne stwierdzisz, iz jest glupia.
     Zawsze zwraca sie na per ''Pani'', ''Pan'', ''Panienka'', ''Panicz'', dosyc kulturalna jak wiekszosc Sluzby. Kazde polecenie wykonuje z dokladna starannoscia, nie wazne jak drobne by Ono bylo.
     Jedyna pora, o ktorej zachowuje sie dziwnie, to noc. Znika, idac do Miasta, rzekomo do starej Krawcowej. Ale czy ktokolwiek Ja jeszcze sledzil, czy probowal sie dowiedziec o tym co robi? 
     Szpieg. Ale dla kogo?


Blizej nieokreslona Postac spojrzala na Nia, 
swym czarnym jak noc wzrokiem.
- Dobrze sie bawisz?
- Dobrze. - Odpowiedziala, smiejac sie.
- Pamietaj, co mi obiecalas.
- Tak wiem. - Wywrocila oczami. 
- Pamietaj.

     Od pewnego czasu towarzyszy Jej czarny Kruk, Jego cecha charakterystyczna jest czerwona wstazka na szyi.

Otworz Oczy. Idioto.
Nic nie jest tym, 
czym sie wydaje.

-_-_-_-_-_-
     Chetnie zaczynam watki, o ile wena pozwoli.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Walka postu z karnawałem (Ogłoszenie Parafialne)

Pierwszy spam ogłoszeniowy. Po rozmowie z Alice, padł pomysł, żeby i fabularnie, nasze postacie mogły świętować nowy rok. Więc bal maskowy, w zamku, muzyka, piękne panie, odważni panowie i dużo intryg.. Albo wiejska zabawa w mieście, or kolorowe stroje, masa ludzi... Co wy na to? Chcecie? Zainteresowani?
Bo jak nie to to nie ma większego sensu tego robić.
No i oczywiście każdy może przyjść, niezależnie czy za czy przeciw władzy.
Zaś proponowana data to wieczór z 4 na 5 stycznia. Po nowym roku oczywiście.

"Koniunkcja planet nastąpiła, drogi uczniu.."

Gabe | lat 29 | Nadworny Alchemik


Wygląd: Wysoki, białowłosy, obkolczykowany chłopak o skórze koloru kości słoniowej. Wyjątkowo niepozorny, na pierwszy rzut oka - chucherko. Myślisz wtedy "Boże, dajcie mu jakąś kanapkę!". Zwykle się nie uśmiecha, chyba, że tym swoim kpiącym uśmieszkiem, który potrafi doprowadzić jego rozmówcow do prawdziwej pasji. Uśmiechnął się do ciebie "normalnie"? Masz szczęście. Wystające niektóre z kości też u niego nie jest czymś niespotykanym. Pomiędzy dredami wplecione dwa pióra. Przez plecy zazwyczaj przerzucona stara, wysłużona torba wyglądająca na taką, która widziała już z pół swiata i dwie wojny.

Charakter: Nie należy do najmilszych osób, które miałeś przyjemność poznać. O tym Cię zapewniam. Co prawda, gdy ma lepszy dzień, stara się jak może zachować te pozory dobrze ułożonego chłopaka. Nie pali się do rozmowy z tobą? Nic dziwnego, albo Cie nie zna, albo tobą gardzi, ewentualnie ma inne zajęcia na głowie niż urocza pogawędka z twoją osobą. Więc możesz sobie zwyczajnie odpuścić. Okłamał Cie? Nie przejmuj się, nie jesteś ani pierwszą ani ostatnią osobą przy której minął się z prawdą. Jest on z reguły spokojnym osobnikiem, nie wykazującym żadnych nadzwyczajnych zachowań. Należy do osób cichych, które nie specjalnie zajmują miejsce dusz towarzystwa, jednak stara się zachowywać wobec innych w miarę sympatycznie. Tak długo próbował się oddzielić od innych , nowych ludzi, że teraz trudno mu nawiązywac relacje międzyludzkie, nawet jeśli bardzo tego chce. Często zamiast zastanowić sie nad czymś, robi, bądź mówi to od razu. Poza swoją grupką znajomych, która nie jest wcale taka duża, nie specjalnie wdaje się w dłuższe konwersacje. Zwykle go męczą, chłopak stwierdza, że rozmowa nie ma najmniejszego sensu, albo po prostu traci zainteresowanie rozmówcą. Potrafi być strasznym socjopatą robiącym wszystko ludziom wbrew, niekiedy się nad nimi i znęcając – zwykle psychicznie. Zdarzało mu się podawać za przypadkowe osoby czy nawet za jednego z 7 krasnali. Bardzo szybko może się dostosować do jakiejś grupy, jeśli tego chce, co nie znaczy, że często się to zdarza. Chłopak miewa okresy, kiedy potrafi nie odzywać się do wszystkich wokół przez wiele tygodni, bez większego powodu. Jest domysł, że Gabe tylko udaje, zakładając na każdą okazje inną maskę. Nie do końca wiadomo więc jaki jest na prawdę.

Zdolności: Pomimo swojego nastawienia do świata i pomimo swojego wieku - w swoim fachu nie ma sobie równych. Dzięki temu może służyć na dworze królewskim. Z łatwością przemieniał wszelakie materie w złoto. Wręcz się w tym lubował. Nie było dnia, kiedy by czegoś nie przetransformował. Od miedzianego pucharu, do małej śróbki. Skończyło się więc tak, iż każdy element, który mógł służyć jako złoto - służył. Jako alchemik znał się również na medycynie, jednakże bardziej interesowała go ciemniejsza jej strona. A mianowicie wszelakie trucizny, które w mniejszym lub większym stopniu sprzedawał poza obrębem Zamku.

[Karta postaci jeszcze w budowie. Mimo wszystko zapraszam do wątków.]

niedziela, 23 grudnia 2012

Ubi sunt...? [01]


Harmonia


Biały materiał zsunął się po ramionach kobiety, spadając na posadzkę, zabierając tym samym ostatnią ochronę przez zimnem. Nagą skórę, przeszedł dreszcz, pozostawiając po sobie mrowiący ślad. Postawiła krok ponad tą resztką ubioru, smakując zarazem chłodnych ceramicznych kafelków łaźni. Kolejny krok i znalazła się po łydki w wodzie. Zadrżała, czując na sobie spojrzenie mroku. Wysunęła ramiona przed siebie, wybijając się z palców u stóp. Jej ciało otoczył zewsząd kokon wody, otulając ją w swych ciepłych ramionach. Na zaburzonej tafli wykwitły wielowymiarowe karminowe kwiaty, mające swe korzenie w jej plecach. Krwiste skrzydła otuliły ją, gdy ta, zanurzyła się głębień w mroczną toń. Pod powierzchnią, jej włosy żyły własnym życiem, okalając jej głowę burgundową aureolą.

Uderzenie bata, rozrywa skórę na plecach. Nie mogę już... nie mogę... Boli. Krzyk, mój własny, wyrywający się spomiędzy warg. Ten perlisty śmiech ciemnowłosej roznoszący się po sali, odbijający od witraży. Puste, blade twarze, zwrócone ku niej, ze szklanych powierzchni. Zlitujcie się. To boli. Kolejne uderzenie, plecy wygięte w łuk, opuszczone ręce. Kpina, w mrocznej otchłani oczu. Karę powinno się przyjmować z pokorą, czyż nie jesteś jak wierny pies. Lizać rany, w świecie pana, taki jest twój los. Ręka która rani, ręką która nagradza. To dla niej żyjesz. Zrozum ją, próbuję cię zrozumieć, nie zrozumiem jej. Wola gasnąca niczym zdmuchnięta świeczka, nagle, niczym uderzenia bata. Trzask. Ból. Dreszcz i cichy szloch. Karę przyjmuj z pokorą, taki twój los...

 Blade usta rozchyliły się, wydając na świat niemy krzyk. Emocje uciekały z niej, ranami na ciele, wraz z krwią podążając ku powierzchni, otaczając ją. Tafla wody uspokoiła się, gdy kobieta zaginęła w jej toni.
Plusk wody, gdy się wynurzyła. Ciemne sploty, tworzyły niezwykle skomplikowane szlaki na jej ramionach zmieniając swe położenie z każdym ruchem unoszących się piersi. Oddychała ciężko, jakby z ulgą. Uśmiechnęła się, czując jak ciepła woda rozluźnia napięte mięśnie.

Kartki papieru, przerzucane przez kobietę w zamyśleniu. Obserwowała ją z boku, śledząc każdy jej ruch. Gotowa na każde zawołanie, choćby najdrobniejszy ruch wskazujący, że ma coś zrobić. Lecz nie tylko. Druga część jej jaźni, uśpiona do tej pory budzi się nagle. Szelest, skrzypienie pióra, woń atramentu. Podpisany wyrok. Nazwisko zapadające w pamięć. Starta papierów. Imiona. Nazwy. Ulotne iskierki życia zamknięte w klatce liter. Niezauważona, zapamiętuje. Potem, w nocy, zapisze listę na pergaminie. Ukryje ją w szkatułce. Kilka dni później, lista znika, oddana w odpowiednie ręce. Ciemnowłosa się uśmiecha, obracając ku mnie głowę. Pytające spojrzenie, spostrzeżone przez zakurzone tomy. Nic. Przynieś. Zanieś. Sprawdź. Wykonaj. Robię to wszystko dla ciebie. Czemu nie rozumiesz?

Szczypanie na plecach oraz twarzy ustało, gdy usiadła na brzegu sadzawki. Mdły blask świecy okrasił jej ciało złotym odcieniem. Podciągnęła jedną z nóg pod brodę, opierając się na niej, drugą zaś pozostawiając w wodzie, do tej pory jej jaźń wypełniała pustka. Wszystko nagle wybuchło, wypełniając jej myśli skomplikowanym wzorem słów i gestów. Na usta wypełzł inny rodzaj uśmiechu, już nie przyjazny i ciepły, a przebiegły, ironiczny.

Gdzie, kiedy, jak? Skomplikowana sieć, niczym pajęczy splot. Gdy już raz w nią wpadniesz, nigdy się nie uwolnisz. Zapamiętaj. Unikaj. Jeśli już wpadłeś... Nie uciekaj, nie ma po co. Delikatny splot, twarz uśmiechająca się z nie dokończonego arrasu. Ciemna fala włosów, mroczna toń oczu. Palce przebiegające po niciach. Dłoń dzierżąca ostrze. Brzytwa rozdzierająca misterny splot. Zielone oczy, przyglądające się z niezrozumieniem, martwej twarzy. Nigdy nie zrozumiesz? Skrzywdzisz siebie, będąc na wolności. Skrzywdzisz innych. Zamykam cię w klatce. Pajęczej sieci. Subtelny dotyk, muśnięcie jedwabiu. Stal tnie twarz, włosy, rozrywa strukturę nici. Byłaś moim ideałem, wiesz?

Kobieta oblizuje wargi, zbierając z nich karmin krwi. Po policzkach spływają łzy wody, ona nie płaczę, nigdy nie miała na to sił. Mechaniczne ruchy, wyuczone maniery. Odchyliła głowę do tyłu, a jej perlisty śmiech ulgi uniósł się na powierzchni wody. Czuła ulgę, błędne koło w którym utknęła, znalazło swój koniec. Teraz los mógł unieść ją w dwie różne strony. Ku wygranej lub przegranej, zaś stawką było jej życie. Ponownie wróciła do pozycji, gdzie opierała się podbródkiem o kolano. Jednak dokonywanie wyborów było trudne, gdy miała przed sobą tylko ślepe uliczki. Locran i Alice. Dwa potwory w ludzkiej skórze. Hydra, która po odcięciu jednej z głów zaatakuje państwo. Lecz pozbawiona ich obu, zaleje posoką anarchii królestwo. Zostawione głowy, w końcu się zagryzą, dając jej więcej czasu na działanie.

Cicha kołysanka, śpiewana umarłemu nad grobem. Łzy żalu, łzy tęsknoty. Znasz te wybory. Znam je ja. Melodia grana przez złośliwy los. Ból którego nigdy się nie pozbędziesz. Musisz być zawsze lojalna rodowi. To nasze przeznaczenie. Lecz jeśli rodu nie będzie, to czyż nie będzie też sensu życia? Nowo narodzone dziecię, powite by umrzeć w zagubieniu. Musisz jej służyć. Musisz służyć jemu. Wybór jest prosty. Wybór jest trudny. Mają prawo karać. A karą jest ból. Lecz ty, bądź wierna niczym pies. Gotowa zagryźć własne bękarty za zdradę rodu. Nauczono cię bólem. Nauczono cię łaską. Nauczono cię nagrodą i karą. Bądź wdzięczna. Kochasz. Dwa potwory, szczerzące ku siebie kły. Jak to jest kochać potwora? Jak to jest, gdy ty sama jesteś potworem w ludzkiej skórze? Czcisz na co dzień bóstwo, co przelewa krew swych wiernych. Czyż nie tym jesteś? Zdrajcą ludu? Gdzie siekiery, gdy ruszam po królestwo. Będę szczera. Jestem bestią. Znikniesz, tak jak oni. Tylko twarze, rysujące się chłodem na szkle. Witraże wpatrzone we mnie. Muszę służyć. Bo taki mój los.

Zanurzyła się ponownie w wodę. Lecz tym razem powoli, z ulgą, wdzięcznością wręcz przyjmując ten ciepły dar. Mięśnie się rozluźniały, rany zasklepiały, ciało ogarniał swoisty spokój. Przymknęła oczy z rozkoszą. Tylko melodia chodząca jej po głowie przeszkadzała na ponowne odnalezienie pustki, sieć trzeba pleść ciągle. Udoskonalając ją. Lecz ona była tylko dwórką, nic nie znaczącym pionkiem na szachownicy. Zdawała sobie z tego sprawę, aż za nadto jej świadomość zmieniła ten fakt. Zwykły pionek, a jednak niezwykły. Dwórka służąca swej pani, posłaniec między dwiema głowami hydry. Jeśli to ma być koniec, jeśli to ma się skończyć śmiercią, to przynajmniej będzie umierać na własnych warunkach.
Zielone ślepia potwora ponownie rozgorzały w ciemności, a chłodny głos rozdarł ciemność. Delikatny podmuch zgasił ciepło jej osoby jak i światło świeczki.
-         Tralalala la la... To tylko gra.
 I ten radosny perlisty śmiech, znów przecinający jej jaźń... Nie.



___
Ot taki prezent na święta. Przerost treści nad formą. Za dużo weny w nocy. No nie ważne.
Wesołych świąt kociaki.~

Nie ma przyszłości, ale jest nadzieja. W krzyku się rodzi, a w ciszy umiera...

"Oczy są lustrem, w którym odbija się nasza dusza."

Felicitá Luka Mégurine

Jakim sposobem światło dociera do wnętrza domu? Przez okna otwarte na oścież. A jak dociera do ludzkiej duszy? Przez wrota miłości, o ile są otwarte.

Felicitá, z pozoru niewinne dziewczę, szukające dobra w głębi każdego człowieka. Urodziła się w zamożnej, szlacheckiej rodzinie jako trzecie i ostatnie dziecko Liberty i Novy Mégurinów. Jej opieka spoczywała jedynie na barkach matki, tak samo jak opieka jej dwóch braci, ponieważ ojciec najwięcej czasu poświęcał pracy. Liberta była matką wprost wymarzoną, po której Luka odziedziczyła urodę, ojciec zaś był mało widywany w domu więc niewiele mogłaby się wypowiedzieć oń. Starszy z braci w wielkich, błękitnych oczach maleńkiej dziewczynki był wzorem do naśladowania. Sprawiedliwy, zdeterminowany brunet stąpający twardo po ziemi- Gábrielo. Lorenco był podobny do starszego brata, również był sprawiedliwy i zdeterminowany stawiający zawsze na swoim i wiedzący po czym stąpa. Felicitá była przeciwieństwem swego rodzeństwa, uczciwa, cicha marzycielka bujająca wciąż w obłokach i nie patrząca realnie na świat. Może to przez to nie była akceptowana?

Za dzieciństwa nie miała wielu przyjaciół, jedyną jej bratnią duszą był pluszowy królik, mający wiecznie uśmiech na twarzy. Była to mała fioletowa maskotka o oczach z dwóch, wielkich czarnych guzików. Jedno z ślepi, a dokładniej prawe, przecinała długa szwa. Jego usta z uniesionymi kącikami były z czarnej nici, a różowy nosek z cukierka. Luka nigdy nie zmieniała mu ubioru, jedynie prała go raz, dwa razy w tygodniu. Była to błękitna, falowana  sukieneczka z małą broszką w kształcie oka.

Najgorszą chwilę odbyła, kiedy jej bohater, ktoś na kim się wzorowała uciekł, gdy ich matka zachorowała, a ojca nie było już na świecie. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, pozwoliła kierować swoim życiem Lorencowi. To był jej najgorszy błąd w życiu. Kiedy brat postanowił wydać ją za mąż, opuściła dom budzący pełno przykrych wspomnień. Wzięła tylko to co najważniejsze, dobry humor i głowę pełną marzeń, a następnie wyskoczyła przez okno i odeszła. Nigdy już nie ujrzała ani Lorenca ani Gábriela.
Po odejściu z domu ruszyła na północ, gdzie dołączyła do Darkonów, ludzi, którzy usuwają tyranów z tego świata. Tam spotkała Lorcan'a, któremu bezgranicznie zaufała, stał się dla niej bliską osobą, przyjacielem .Ich drogi znów się na siebie natknęły, los stał po ich stronie. 

Dziś jest tą samą dziewczynką co kiedyś, cichą marzycielką bujającą w obłokach, z głową wysoko w chmurach i myśląca o niebieskich migdałach. Dla niej życie to gra, w którą można zagrać jeden raz i nie można jej przegrać, bo wtedy jest tak zwany game-over. Jest optymistką, postacią przepełnioną entuzjazmem i pozytywną energią. Tryska od niej tęczowymi barwami, a jednocześnie szarą nutką tajemnicy. Jest również uparta i zawsze stawia na swoim, nawet jeżeli jest to bezsensowne. Preferuje cisze i spokój, w którym mogłaby pogrążyć się w marzeniach. Odizolowana od świata, posiadająca swoje cztery ściany. Kieruje się słowami "Mam swój świat i swoje kredki-nadaje życiu wymarzone kolory",  takie jej dwa słówka na drogę.

Dziewczyna średniego wzrostu, posiadaczka idealnej budowy ciała oraz skóry koloru kości słoniowej lśniącej w promieniach słońca jak najdoskonalsza perła. Jej ciągła twarz posiada mało detali charakteryzujących starców, wysokie kości policzkowe pokrywa wiecznie rumieniec. Jej górną wargę można osądzić jako subtelnie wyrzeźbioną z tysiącem wyniosłych zwężeń czających się w tym zwyczajne łagodnym łuku. Priorytetem jej twarzy są wielkie oczy o gęstej, czarnej fali rzęs. Tęczówki mienią się jaskrawym niebieskim kolorem przechodzą delikatnie w biel. Obwódka na około jej źrenic jest migocąca jak diament, białej barwy. Liliowe włosy spływają jedwabistymi, prostymi kosmykami aż do pasa, czasem czesane są w długiego warkocza. Zakłada prawie zawsze na siebie długi płaszcz z kapturem, którym mogłaby swobodnie zakryć głowę oraz oczy. Jest on czarnego koloru, w niektórych miejscach srebrnego, zakłada podeń białą luźną bluzkę oraz czerwony, ciasno zawiązany pas. Ciężkie czarne buty...
____
Karta Postaci na razie jest eksperymentem, więc uprzedzam, że będzie tysiące razy zmieniana i poprawiana. 

sobota, 22 grudnia 2012

Maskarada, teatr twarzy, teatr masek.

"Pieski los - lizać rany w świecie pana...

Lepiej już na śmietniku tkwić!


Crinnele Syllia Mirabel Gossmer
Lojalna dwórka - manipulatorka


"Wiesz czym jest szaleństwo?
Szaleństwo to powtarzanie, pewnej czynności w kółko. Z nadzieją, że przyniesie ona wreszcie inne efekty.
 "


Crinnele jest córką wpływowego szlachcica, pochodzącego z Antygonii. Jej rodzice poznali się przez królewską parę, a wkrótce potem pobrali się. Jej ojciec był przyjacielem Nicolasa, służył mu nie raz radą, oraz mieczem. Był lojalnym sługą oraz towarzyszem. Nawet po śmierci króla, Randal był szanowany w jakiś sposób przez Alice. Jej matka zaś, Syllie, była przyjaciółką królowej. To dzięki niej, młoda Gossmerówna została przyjęta na osobistą służkę Alice, tudzież damę dworu. Crinnele wychowywała się więc na królewskim dworze, towarzysząc w zabawie Alice, prawie dorównując jej wiekiem. Bardzo cierpiała po śmierci pary królewskiej, lecz w każdym momencie swojego kruchego życia, starała się wspierać swoją przyjaciółkę. 
Jest ona lojalna, bardzo w tym przypomina ojca. Chociaż większość uważa Alice, za potwora, który postradał zmysły, to Rinn nadal widzi w niej człowieka. Ot zagubioną dziewczynę. Traktuje ją jak swą siostrę, dbając w każdym aspekcie o jej dobro. Gotowa by była zasłonić ją nawet własnym ciałem, poświęcając własne życie. Nie liczy się z sobą. Nauczyła się wielbić niczym bóstwo młodą królową.
Oprócz tego, można powiedzieć, że jej pasją jest pomaganie. Przynajmniej tak powie każdy, kto zyskał od niej pomoc. Ale nie robi niczego bezinteresownie, wie, że za każdy czyn jest pewna zapłata. Może dlatego świetnie manipuluje ludźmi, wydaje się przyjazna, czuć od niej opiekuńcze ciepło. Jednak wyrachowana z niej zawodniczka, jeśli chodzi o polityczne intrygi. Trzeba przyznać, że warta jest nazwiska Gossmerów. Mimo iż jest kobietą, to ona dzierży nieraz pałeczkę w dysputach urzędników. Zawsze potrafi postawić sprawę tak, aby była zgodna z prawem. Oczywiście o ile tego naprawdę bardzo chce. Dlatego jest tak świetnym sojusznikiem, oraz zaciętym wrogiem.
Do tego, jest osobą energiczną, psotną. Taki mały kociak, który chadza własnymi ścieżkami, gotów zawsze do zabawy. Ale na własnych regułach. Będzie łasić się jeśli ma taką potrzebę, lecz jeśli nie będzie miała ochoty na pieszczoty nie zawaha się użyć kłów i pazurów. 


"Ten z którym śpię, miał swój dom.
Kochał Pana.
Lecz pan odmienny miał plan..."

Jeśli chcecie poznać jej wygląd cóż. Chociaż przyjaciółka Alice, to jest do niej zupełnie niepodobna. Drobna kobieta, o smukłej sylwetce obdarzona jednak przez naturę dość hojnie. Jej włosy posiadają naturalną wiśniowo-bordową barwę, wpadając w ciemny brąz. Jest z nich bardzo dumna, uważa je za atut. Najczęściej zaplata je w warkocze bądź upina wysoko, w misterne fryzury. Z tą barwą, świetnie kontrastują jadowicie zielone oczy, otoczone gęsto rzęsami. Nie wbija się też, w ta modę panującą wśród dwórek. Jej skórę okrasiło latem słońcem i do tej pory widać na jej twarzy jego ślad. Owszem, nieraz bladość zakrywa jej lico, lecz to przez jakieś zmartwienia bądź strach. 
Jest kobietą piękną, lecz nie zdaje sobie z tego aż tak bardzo sprawy. Owszem lubi chodzić w sukniach, oraz ubiorach podkreślających jej sylwetkę, lecz nie zauważa spojrzeń jakimi darzą ją mężczyźni gdy przemyka za swą panią. Jeszcze nikt nie wydobył z niej kobiety, pozostawiając w niej nieśmiałego podlotka.



"Pieski los...

Lizać rękę która rani...
Dobry nos... 
To nie znaczy...
Nic."



_____
Cytaty pochodzą z gry FarCry3 oraz piosenki Huntera "PSI".
Na czacie mogę pojawiać się także jako Randal, czyli ojciec Rinn, lub jej matka Syllie. 

~Pokłoń się przed swą królową !

                                               Alice Elisabeth Eleanor Gabrielle Frobisher.

Córka Elishabeth oraz Nicholasa Frobisherów, poprzednich władców Antygonii.

Alice to młoda dziewczyna, które już we wczesnym dzieciństwie została królową Antygonii. Ale może od początku.

Trzeba zaznaczyć także to, że dziewczyna posiada jedynego brata- Lorcan’a,  jednak ani dziewczyna, ani chłopak nie uważają się już za rodzeństwo, wręcz przeciwnie czują do siebie wstręt i nienawiść. Ich matka za życia była szanowana i kochana przez swój lud. Zawsze twardo stąpała po ziemi, nie zapominając o miłości. Miała Alice była wpatrzona w ukochana matkę, zawsze chciała być  taka jak ona, aby ją tak samo kochał lud. Ojciec natomiast był jednym z najmądrzejszych króli. Gdy pogoda dopisywała cała rodzina wybierała się do ogrodu królewskiego. Najpiękniejszy i największy ogród w Antygonii. W jeden z części ogrodu został wybudowany labirynt, którym zawsze siostra i brat szukali się wzajemnie, a towarzyszył im cały czas wesoły uśmiech na twarzach. To były naprawdę spokoje i szczęśliwe czasy..

 Jednak po kilku latach sielanki, królowa zachorowała. Król popadł w rozpacz a razem z nim całe królestwo. Następnie nadszedł dzień, gdy ukochana matka , jak i królowa zamarła. Alice wstrząsnęło to zdarzenie do tego stopnia, że zamknęła się w swojej komnacie płacząc dniami i nocami. Służba dobijała się do jej drzwi jednak to było na nic, tylko dało się słyszeć szlochanie dziecka. Nicholas gdy opamiętał się jakimś cudem dostał się do pokoju córki. Kazał postawić przy niej straż aby już nigdy nie zrobiła podobnego głupstwa.

To nie było już ta sama Antygonia sprzed kilku lat. Tak jak po korytarzach dało się słyszeć śmiechy dzieci, tak teraz panowała cisza. Alice stała się rozkapryszonym dzieckiem, które co chwile krzyczało czy też znęcało się nad służkami. Kazała także zamknąć ogród, w którym aż roiło się od rodzinnych wspomnień.  Ojciec już się nią nie interesował, całymi dniami przebywał w pokoju swojej żony płacząc nad jej zdjęciami. Jednak pocieszał go Lorcan.  Gdy Alice kazała zamknąć ogród wściekł się na nią i powiedział, że zaczyna stawać się potworem. To znacznie ja uraziło i poczuła pierwszy raz do kochanego brata nienawiść.

Pewnego razu przechadzając się po korytarzach zamku trafiła do Sali obradowej. Nie pozwoliła jednak aby kto kol wiek ja zauważył, chciała ich tylko podsłuchać. :

„ Na Sali panowała głucha cisza, którą przerwał urzędnik o podeszłym wieku. – Mój drogi Królu, Twa choroba Cie zabije, jeśli nie zgodzisz się na przysłanie medyków.  – Odpowiedział z wyczuwalną rozpaczą w głosie patrząc cały czas na Władce. Ten tylko uśmiechnął się i odchrząknął- Drogi Bernardzie. Jestem już stary, a moje dzieci mnie zastąpią. Jeśli mam umrzeć, niech tak się stanie.- zakaszlał kilka razy, jednak jego promienny uśmiech dalej nie schodził z twarzy. Urzędnicy spojrzeli po sobie, a na Sali rozproszyły się szepty.- Chcesz aby Twój syn objął władzę ? Jest jeszcze bardzo młody.-odezwał się jeden z młodych.- Tak, on będzie dobrym kandydatem. Jest uczciwy, a lud pójdzie za nim- spojrzał przez okno trwając w zamyśleniu. – A co z Twą córką ? – znów Bernard przejął głos i wystąpił na środek. Król powiódł za nim wzrokiem i potarł swój podbródek. Jego wzrok posmutniał i uciekł gdzieś wzrokiem. Alice tak bardzo przypominała mu jego zmarłą żonę, że nie potrafił spojrzeć a córkę. – Ona wyjdzie za mąż za jednego z książąt. – wzruszyła ramionami chcąc zakończyć szybko ten temat. Mała dziewczyna zmarszczyła czoło i poczekała aż obrady się skończą, potem wybiegła z płaczem…” 

To był dla niej szok. Ojciec jest śmiertelnie chory, brat zostanie królem, a ona poślubi kogoś ! Tak nie mogło być. Alice wzięła sprawy w swoje ręce. Pewnego dnia poszła do komnaty ojca ubrana w suknie matki. :

Poprawiała ostatni raz niebieską suknie swojej nieżyjącej już matki. Wzięła głęboki wdech i otworzyła gwałtownie drzwi do komnaty ojca. – Ojcze !-krzyknęła przerażona i wpadła mu w ramiona. Szloch wstrząsnął jej ciałem, a ojciec spojrzał na nią ze strachem- c-co się dzieje ? – wydukał kaszląc i przez chwile miał wrażenie, że to jego żona wpadła do pomieszczenia. – Lorcan , on zniszczył obraz matki ! – krzyknęła a z oczu popłynęły jej łzy. Obraz, o którym wspomniała Alice przedstawiał Elisabeth. A co najważniejsze był to ulubiony obraz Nicholasa. Władca nie czekając długo pobiegł pędem do obrazu, którego płótno było rozdarte. Za nim pobiegła córka dysząc cicho. Nicholas uklęknął przed obrazem i załamał ręce nad głową. Chwile w takiej pozycji siedział, potem podniósł się gwałtownie i z wściekłością  w oczach ruszył do Sali Tronowej, każąc jakiemuś słudze przyprowadzić syna. Alice została przez zniszczonym portretem sama i tylko się uśmiechnęła zwycięsko. Podniosła głowę i spojrzała na zniszczony już obraz. Dotknęła go delikatnie opuszkami palców zwisającego płótna- Wybacz mi mamo, tylko w ten sposób mogę z Toba zostać.- wypowiedziała te słowa i ruszyła do Sali Tronowej. ”

Łatwo się domyślić, że na brata Alice czekała sroga kara. Lorcan zaprzeczył oskarżeniom, ale ojciec pochłonięty złością kazał go powiesić. Sama Alice sprzeciwiła się ojcu, ale to było na nic. W dzień egzekucji Lorcan znikł, uciekł z Antygonii i już więcej nie powrócił. Nicholas po paru tygodniach zmarł, w co Królową ogłoszona została Alice. W lud napełniła się nadzieje, w końcu tak bardzo przypominała matkę.

Podczas swoich rządów w Antygonii panowała rozpacz i terror. Za choć małą zniewagę można było zapłacić życiem.  

Jej oddaną służka jest także Rinn, która od małego z nią była. Zazwyczaj tylko ona widzi jej łagodną twarz.